Wypadek w Boćkach. Ojciec potrącił 4-letniego syna, wcześniej zginął 10-miesięczny syn
Policja (zdj. ilustracyjne), fot. fotoreporter_112/Shutterstock
W Boćkach na Podlasiu ojciec potrącił swojego czteroletniego syna. Chłopiec trafił śmigłowcem do szpitala. 47-letni mężczyzna usłyszał zarzut zagrożony karą do pięciu lat więzienia. Sprawa ma dramatyczny kontekst sprzed trzech lat.
Do zdarzenia doszło w niedzielę, 16 sierpnia, około godz. 9 na jednej z posesji w Boćkach. Policja otrzymała zgłoszenie o potrąceniu małego dziecka podczas cofania samochodem. Czterolatek znalazł się pod kołami lekkiej przyczepki podczepionej do auta. Za kierownicą samochodu siedział ojciec chłopca.
Czterolatek potrącony w Boćkach. Chłopiec trafił do szpitala
Po wypadku 47-latek wezwał pomoc. Czteroletni chłopiec został przetransportowany śmigłowcem do szpitala, gdzie trafił pod opiekę lekarzy. Z przekazanych informacji wynika, że jego stan jest dobry.
O stanie dziecka przed kamerą TVN24 mówiła prof. dr hab. Ewa Matuszczak z Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Chłopiec jest leczony z powodu obrażeń płuc.
– Dziecko pozostaje pod opieką naszej kliniki. Na razie jest leczone z powodu stłuczenia płuc. Myślę, że nie będzie wymagało interwencji chirurgicznej – powiedziała przed kamerą TVN24 prof. dr hab. Ewa Matuszczak z Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.
Według przekazanych informacji możliwe jest, że czterolatek w ciągu tygodnia zostanie wypisany do domu. Po zdarzeniu jego ojciec został natomiast zatrzymany przez policję.
Funkcjonariusze ustalali okoliczności wypadku. Jak przekazała nadkomisarz Agnieszka Dąbrowska z Komendy Powiatowej Policji w Bielsku Podlaskim, mężczyzna wykonywał w tym czasie prace na swojej posesji.
Policja o wypadku w Boćkach. 47-latek usłyszał zarzut
Według relacji przekazanej policjantom 47-latek chciał przestawić samochód. Mężczyzna twierdził, że był przekonany, iż jego czteroletni syn znajduje się w domu. Kilka minut wcześniej chłopiec miał pójść po wodę.
– 47-latek mówił, że wykonywał prace na swojej posesji, chciał przestawić samochód i nie wie, jak dziecko dostało się pod koła przyczepki. Był przekonany, że chłopczyk jest w domu, ponieważ kilka minut wcześniej poszedł po wodę – mówi nadkomisarz Agnieszka Dąbrowska z Komendy Powiatowej Policji w Bielsku Podlaskim.
Mężczyzna przyznał się do winy. Usłyszał zarzut narażenia dziecka, nad którym sprawował opiekę, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Za ten czyn grozi mu do pięciu lat pozbawienia wolności.
Sprawa nabiera szczególnego znaczenia w związku z wydarzeniem, do którego doszło na tej samej posesji niemal trzy lata wcześniej. Reporter TVN24 Mateusz Grzymkowski ustalił, że ten sam mężczyzna potrącił wtedy inne swoje dziecko. Informację potwierdził Adam Naumczuk, szef Prokuratury Rejonowej w Bielsku Podlaskim.
Prokurator zwrócił uwagę na podobieństwa między oboma zdarzeniami. Pierwsze miało miejsce 26 sierpnia, a obecne 16 sierpnia. W obu przypadkach używany był ten sam samochód terenowy.
– Odkąd tu pracuję, spotkałem się pierwszy raz z czymś podobnym. Tamto zdarzenie miało miejsce trzy lata temu – 26 sierpnia, a to 16 sierpnia. Był to ten sam samochód terenowy. Z tym, że teraz dziecko zostało przejechane przez przyczepkę lekką podczepioną, a wówczas – bezpośrednio przez sam samochód. Z poczynionych ustaleń wynika, że były to dwa nieszczęśliwe zdarzenia, do których doszło na skutek niezachowania przez ojca ostrożności – mówi prokurator Adam Naumczuk, szef Prokuratury Rejonowej w Bielsku Podlaskim.