Tajlandia (zdj. ilustracyjne), fot. Kevin Hellon/Shutterstock
Grzegorz Guziak z Goleniowa zaginął podczas pobytu w Tajlandii. 35-latek wyjechał do Bangkoku 20 kwietnia w związku z planowaną pracą. Cztery dni później jego kontakt z rodziną całkowicie się urwał. Bliscy i detektywi próbują teraz wyjaśnić kilka niepokojących okoliczności poprzedzających zaginięcie.
Przed wyjazdem Grzegorz Guziak przekazywał rodzinie, że jedzie do Tajlandii do pracy. Wcześniej opowiadał również o spotkaniu z dwiema kobietami i dokumentach, które miał podpisać. Po przyjeździe do Bangkoku mężczyzna skontaktował się jeszcze z siostrą, jednak później przestał dawać znak życia. Rodzina zgłosiła sprawę w Polsce i zwróciła się o pomoc do międzynarodowego zespołu detektywów.
Grzegorz Guziak zaginął w Tajlandii. Detektywi odtwarzają jego ostatnie kontakty
Grzegorz Guziak pochodzi z Goleniowa w województwie zachodniopomorskim. Do Tajlandii wyjechał 20 kwietnia. Z informacji przekazanych przez jego rodzinę wynika, że celem podróży miała być praca w Bangkoku.
Ostatni kontakt 35-latka z bliskimi miał miejsce cztery dni po wyjeździe. Wtedy mężczyzna znajdował się już w stolicy Tajlandii. Później rodzina nie otrzymała od niego kolejnych wiadomości.
Bliscy mężczyzny złożyli pisemne zawiadomienie w Polsce. O pomoc poprosili również międzynarodowy zespół detektywów, który rozpoczął działania na terenie Tajlandii. Jak podkreśla jego koordynator Dawid Burzacki, na tym etapie nie ma podstaw do przesądzania, co dokładnie stało się z Polakiem.
– Na prośbę siostry pana Grzegorza podjęliśmy działania poszukiwawcze na terenie Tajlandii. Rodzina złożyła również pisemne zawiadomienie w Polsce. Jest wiele okoliczności tego zaginięcia, które trzeba dokładnie wyjaśnić. Na obecnym etapie nie chcemy przesądzać, co wydarzyło się z Grzegorzem. Badamy wszystkie wątki, również te najbardziej niepokojące. Kluczowe jest dla nas odtworzenie jego drogi, kontaktów i osób, które mogły uczestniczyć w organizowaniu jego wyjazdu – powiedział „Faktowi” Dawid Burzacki, koordynator międzynarodowego zespołu detektywów.
Jednym z badanych wątków są wydarzenia poprzedzające podróż. Grzegorz miał powiedzieć siostrze o dwóch kobietach, które pojawiły się u niego z dokumentami do podpisania. Nie wiadomo obecnie, kim były ani czego dokładnie dotyczyły dokumenty.
– Brat mówił mi o wyjeździe do pracy. Opowiadał też o dwóch kobietach, które miały przyjść do niego z dokumentami do podpisania. Wtedy nie wiedziałam, że te informacje mogą mieć takie znaczenie. Dzisiaj wracam do każdej rozmowy z bratem i każdego szczegółu, który może pomóc ustalić, co się z nim stało – przekazała „Faktowi” Małgorzata Guziak, siostra zaginionego Polaka.
Detektywi sprawdzają ten ślad również w kontekście przypadków handlu ludźmi opisywanych w Azji Południowo-Wschodniej. Dawid Burzacki odwołuje się w tej sprawie do informacji publikowanych przez INTERPOL. Jednocześnie zastrzega, że podobny mechanizm nie został w przypadku Grzegorza Guziaka potwierdzony.
– Informacja ta nabiera szczególnego znaczenia w świetle znanych metod działania grup zajmujących się handlem ludźmi w Azji Południowo-Wschodniej. INTERPOL opisuje przypadki, w których osoby były zwabiane fałszywymi ofertami dobrze płatnej pracy, a następnie trafiały do kontrolowanych przez przestępców ośrodków i były zmuszane do udziału w oszustwach internetowych – wyjaśnił „Faktowi” Dawid Burzacki.
Czytaj więcej:Tajemnicze kobiety, dokumenty i tatuaż. Te okoliczności badają detektywi
Kolejnym elementem analizowanym przez zespół poszukiwawczy jest tatuaż, który pojawił się na ciele 35-latka jeszcze przed jego wyjazdem do Azji. Według relacji rodziny miało do tego dojść już po wspomnianym spotkaniu z dwiema kobietami.
Tatuaż przedstawia znaki przypominające chińskie pismo. Uwagę detektywów zwrócił także sposób jego wykonania. Nie wiadomo jednak, gdzie powstał, kto go wykonał ani czy w jakikolwiek sposób łączy się z późniejszym zaginięciem.
– Tatuaż zawiera znaki przypominające chińskie pismo i zwraca uwagę jego bardzo niestaranne wykonanie. Nie wiemy, kto go wykonał, w jakich okolicznościach powstał ani czy ma jakikolwiek związek z późniejszym zaginięciem. Nie traktujemy tatuażu jako dowodu przestępstwa. Traktujemy go jako kolejną niewyjaśnioną okoliczność, której nie możemy pominąć – zaznaczył detektyw Dawid Burzacki w rozmowie z „Faktem”.
Istotna dla poszukiwań jest również ostatnia rozmowa Grzegorza Guziaka z siostrą. Mężczyzna przebywał już wtedy w Bangkoku. Małgorzata Guziak zwróciła uwagę na miejsce, z którego się z nią kontaktował.
Jak relacjonuje kobieta, w pomieszczeniu znajdowało się wiele osób. Zauważyła również słuchawki podobne do sprzętu używanego przez pracowników call center. W tamtym momencie nie uznała tego za informację, która musi mieć szczególne znaczenie. Po zaginięciu brata zaczęła jednak analizować szczegóły ich ostatniego kontaktu.
– Kiedy rozmawiałam z bratem był już w Bangkoku. Zwróciłam uwagę, że w pomieszczeniu, w którym się znajdował, było bardzo dużo ludzi. Zauważyłam też słuchawki takie jak używane przez osoby pracujące w call center. Wtedy nie wiedziałam, czy ma to jakiekolwiek znaczenie. Dzisiaj, kiedy nie mamy z nim kontaktu, wracam do każdego szczegółu tej rozmowy i zastanawiam się, czy coś, co wtedy widziałam, może pomóc w jego odnalezieniu. Błagam o pomoc. Informacje na temat mojego brata, można wysłać anonimowo na maila:– apeluje w rozmowie z „Faktem” Małgorzata Guziak.
Dawid Burzacki podkreśla, że ani widok większej liczby osób, ani słuchawki nie stanowią dowodu na popełnienie przestępstwa. Detektywi biorą je jednak pod uwagę razem z wcześniejszymi informacjami dotyczącymi propozycji pracy, kobiet i dokumentów.
– Te okoliczności same w sobie absolutnie nie dowodzą przestępstwa. Jednak kiedy zestawiamy tę informację z wcześniejszą propozycją pracy, niewyjaśnioną wizytą dwóch kobiet, dokumentami i późniejszym zerwaniem kontaktu, musimy ten scenariusz sprawdzić – powiedział „Faktowi” Burzacki.
Czytaj więcej: