Czterolatek zginął przeciągnięty przez tramwaj. Proces właśnie się zakończył

W Warszawie dobiegł końca proces w sprawie tragicznego wypadku sprzed prawie półtora roku, w którym czteroletni chłopiec został przytrzaśnięty drzwiami tramwaju i przeciągnięty kilkaset metrów, po czym zmarł. Sprawa wstrząsnęła mieszkańcami stolicy i stała się przedmiotem procesu, w którym prokuratura i pełnomocnik rodziny domagają się uznania motorniczego za winnego nieumyślnego spowodowania śmiertelnego wypadku.

Co dokładnie wydarzyło się na przystanku na Pradze-Północ i dlaczego doszło do śmierci dziecka?
Jakie zarzuty wobec motorniczego sformułowała prokuratura i czego domaga się w tej sprawie?
Kiedy sąd wyda wyrok i jakie konsekwencje może on mieć dla odpowiedzialności w komunikacji miejskiej?
„Nie dostosował się do zasad bezpieczeństwa” — prokurator o winie motorniczego
Tragedia miała miejsce 12 sierpnia 2022 roku przy przystanku Batalionu „Platerówek” na warszawskiej Pradze-Północ. Według ustaleń śledztwa, noga chłopca została przytrzaśnięta przez drzwi tramwaju typu 105N, którym kierował oskarżony Robert S. Tramwaj ruszył, nie zauważając dziecka, a pojazd przeciągnął je wzdłuż torowiska na długości kilkuset metrów. Czterolatek zmarł na miejscu wydarzenia.

– Wszyscy uczestnicy ruchu drogowego mają pewne obowiązki, fundamentalny jest obowiązek zachowania ostrożności. Nie ulega żadnej wątpliwości, że oskarżony nie dostosował się do nich – mówił w mowie końcowej prokurator, wnioskując o uznanie motorniczego za winnego i wymierzenie mu kary sześciu lat więzienia oraz zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na cztery lata.

Opinia pełnomocnika rodziny — biegli i obserwacja sytuacji
Pełnomocnik rodziny zmarłego czteroletniego chłopca przekonywał przed sądem, że motorniczy – mimo wieloletniego doświadczenia – miał realną możliwość zauważenia dziecka wysiadającego z tramwaju i nie dochował należytej ostrożności. Wskazywał, że kluczowe znaczenie miała koncentracja prowadzącego pojazd oraz stała obserwacja przestrzeni wokół drzwi i peronu. Z opinii biegłych przedstawionych w toku postępowania miało wynikać, że warunki widoczności były wystarczające, a sam tramwaj był sprawny technicznie i nie doszło do awarii systemów bezpieczeństwa.

– To nie był, jak wiadomo, pierwszy kurs pana S. Był on doświadczonym motorniczym, a materiały wskazują, że niedostrzeżenie tej dramatycznej sytuacji tkwi wyłącznie w braku należytej obserwacji – mówił pełnomocnik rodziny zmarłego dziecka podczas mowy końcowej na sali sądowej.

Dodatkowo w trakcie procesu zwracano uwagę na okoliczności bezpośrednio poprzedzające zdarzenie. Podnoszono m.in., że motorniczy miał rozmawiać przez telefon tuż przed ruszeniem z przystanku, a w pierwszym momencie po rozpoczęciu jazdy mógł przez ułamek sekundy nie obserwować w sposób ciągły przestrzeni wokół tramwaju. Ten wątek również był analizowany przez sąd w kontekście oceny zachowania należytej ostrożności.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *