Myśleli, że to tylko kolejna podróż autobusem do domu.
W ciągu kilku sekund sytuacja stała się niewyobrażalnym horrorem.
Zatłoczony piętrowy autobus przewrócił się na bok, metal zgrzytał, szkło eksplodowało, życie rozpadło się na stłuczonej ulicy w Hongkongu.
Dziewiętnaście osób zginęło. W zwykły dzień w Tai Po, rutyna prysła bez ostrzeżenia.
Piętrowy autobus, wiozący pasażerów, którzy zaufali mu w kwestii dojazdu do domu, stracił panowanie nad pojazdem na zjeździe i przewrócił się z ogromną siłą.
Większość tych, którzy nie przeżyli, siedziała na górnym pokładzie, gdzie uderzenie i chaos były najbardziej niszczycielskie.
W ciągu kilku minut syreny przebiły ogłuszającą ciszę, gdy ratownicy walczyli o wyciągnięcie ocalałych z pogiętego metalu i potłuczonego szkła, przewożąc rannych do pobliskich szpitali.
W następstwie tego wydarzenia nad społecznością zawisł żal i gniew.
Władze aresztowały 30-letniego kierowcę pod zarzutem niebezpiecznej jazdy, która spowodowała śmierć i obrażenia. Według doniesień, przed wypadkiem jechał z nadmierną prędkością i był wyraźnie zdenerwowany.
Podczas gdy śledczy rekonstruują każdą sekundę tragedii, rodziny czekają na odpowiedzi, które nigdy nie przywrócą tego, co utracono, a jedynie wyjaśnią, jak prosta podróż nieodwracalnie zmieniła się w mrok.