Co więcej, protest – początkowo o charakterze ekonomicznym – przerodził się w atak na reżim ajatollahów, stawiając pod znakiem zapytania charakter państwa.
Reżim irański utopił protesty we krwi. Pod osłoną ciszy medialnej, możliwej dzięki niemal pełnej blokadzie internetu, z zagłuszeniem transmisji Starlinków włącznie, funkcjonariusze służb bezpieczeństwa i członkowie prorządowych milicji masowo otwierali ogień do w większości nieuzbrojonych demonstrantów w wielu miejscach Iranu. W masakrach udział brali funkcjonariusze Korpusu Strażników Rewolucji, członkowie milicji Basidż, a według niepotwierdzonych informacji, także szyickich milicji z Iraku i Libanu.
Co więcej, protest – początkowo o charakterze ekonomicznym – przerodził się w atak na reżim ajatollahów, stawiając pod znakiem zapytania charakter państwa.
Reżim irański utopił protesty we krwi. funkcjonariusze służb bezpieczeństwa i członkowie prorządowych milicji masowo otwierali ogień do w większości nieuzbrojonych demonstrantów w wielu miejscach Iranu. W masakrach udział brali funkcjonariusze Korpusu Strażników Rewolucji, członkowie milicji Basidż, a według niepotwierdzonych informacji, także szyickich milicji z Iraku i Libanu.
widać mężczyzn w cywilnych ubraniach, strzelających do tłumów na ulicach, ale także z budynków publicznych, przed którymi gromadzili się demonstranci. Są też krótkie filmiki, pokazujące ludzi szukających bliskich pośród rzędów czarnych worków ze zwłokami zabitych.
Z kolei media prorządowe pokazały kondukty pogrzebowe członków sił bezpieczeństwa z tłumami podążającymi za trumnami okrytymi flagami Iranu. Powiązana z Korpusem Strażników Rewolucji agencja Tasnim informowała o “dużej liczbie męczenników” wśród członków służb bezpieczeństwa.
Nigdy nie poznamy liczby ofiar
Dokładna liczba ofiar prawdopodobnie nigdy nie będzie znana, zwłaszcza że demonstracje były krwawo tłumione w dziesiątkach miast rozrzuconych po całym terytorium kraju. Szacunki liczbowe są rozbieżne w sposób uniemożliwiający nawet przybliżoną ocenę i wahają się najczęściej od 2 tys. do 20 tys. zabitych. Nie jest także znana liczba rannych, których zapewne są dziesiątki tys., ani aresztowanych.
O skali prześladowań świadczyć mogą słowa Donalda Trumpa, który nie wydał rozkazu ataku na reżim ajatollahów, tłumacząc, że Teheran wstrzymał egzekucję 800 demonstrantów. Prezydent USA stwierdził także, że zaprzestano zabijania demonstrantów, lecz ten argument jest o tyle mniej znaczący, że władze w Teheranie zdążyły zastraszyć obywateli i powstrzymać ich przed wychodzeniem na ulice.
Tymczasowe zwycięstwo reżimu
Choć reżim w Teheranie stłumił protesty, odsunął groźbę interwencji USA i ataku izraelskiego oraz zapewnił sobie przetrwanie, to nie rozwiązał problemów stojących za obecnymi niepokojami. To z kolei oznacza, że jego zwycięstwo jest częściowe, a możliwe, że jedynie tymczasowe.
W ostatnich dniach grudnia 2025 r. Irańczycy wyszli na ulice w proteście przeciwko złemu zarządzaniu gospodarką, inflacji, załamaniu się waluty i drożyźnie. Nie przypadkiem główną siłą stojącą za pierwszą falą niezadowolenia stali członkowie wpływowej grupy społecznej handlarzy.
Nieskuteczne próby załagodzenia zadowolenia i nasilające się represje zmieniły charakter protestów. Reżim początkowo odróżniał zrozumiałe protesty niezadowolonych obywateli od prowokacji sterowanych z zewnątrz. Z czasem najwyższy przywódca Iranu – ajatollah Ali Chamenei – wprost zaczął mówić o terrorystach atakujących obywateli na ulicach. Wraz z odcięciem internetu oznaczało to początek krwawej kampanii, która ostatecznie odstraszyła Irańczyków przed wychodzeniem z domów.
W dalszym ciągu nie zostały jednak rozwiązane problemy ekonomiczne, a reżim kraju obłożonego sankcjami, który znaczne środki przeznacza na wspieranie zagranicznych milicji, program nuklearny i rakietowy oraz nie potrafi sprawnie zarządzać gospodarką, znalazł się w bardzo trudnym położeniu.
Współpraca z Chinami, Rosją i innymi krajami BRICS nie zastąpi współpracy z Zachodem, a zacieśniane sankcje nakładane przez Waszyngton i cła, którymi Trump grozi każdemu, kto będzie wspierał Teheran, nie dają perspektywy poprawy. Zmiana tej sytuacji wymagałaby od Teheranu podjęcia negocjacji z Waszyngtonem domagających się m.in. rezygnacji z programu nuklearnego. Nie jest pewne, czy Republika Islamska gotowa jest tę cenę zapłacić.
Rosnąca popularność Rezy Pahlawiego
Protesty wyraźnie poprawiły też pozycję księcia Rezy Pahlawiego, syna ostatniego szacha Iranu, uważającego się za następcę tronu i na stałe mieszkającego w Stanach Zjednoczonych.
O ile w przeszłości jego postać pojawiała się jedynie na marginesie debat o przyszłości kraju, to podczas protestów niejednokrotnie skandowano jego nazwisko. Przedstawiciele grup opozycyjnych, działających na wygnaniu, przekonują, że jego popularność jest na tyle duża, aby powrócić na tron utracony prze ojca w wyniku Rewolucji Islamskiej w 1979 r. Reza Pahlawi kilkakrotnie wzywał do koordynacji działań protestujących i odniósł w tym pewien sukces.
Rychłego upadku reżimu ajatollahów nie będzie
Rozlew krwi czy głosy przedstawicieli irańskiej diaspory nie oznaczają jednak rychłego upadku reżimu ajatollahów, który posiada niezwykle rozbudowany, sprawny i bezwzględny aparat represji. Nie można nie zauważyć także poparcia milionów obywateli, wśród których są zarówno tacy, którzy dobrze żyją dzięki przywilejom czerpanym z lojalności wobec władzy, ale także wierzącym w religijne przesłanie teokratycznej władze odwołującej się do tradycji rewolucji islamskiej.
Kraje regionu, od Zatoki Perskiej po Izrael, także obawiają się gwałtownego upadku reżimu w Iranie, który mógłby pogrążyć ten duży, ale również uzbrojony po zęby kraj w chaosie, czy wręcz w wojnie domowej. Co więcej, nie oznaczałoby to, że miejsce obecnych władz zajęliby otwarci na świat demokraci, a rząd mógłby przejść w ręce jeszcze większych radykałów. Scenariusz upadku obecnej władzy oznaczałby również osłabienie wsparcia dla Hezbollahu w Libanie, Hutich w Jemenie, czy szyickich milicji w Iraku, a to również niosłoby ze sobą równie wiele szans, co ryzyk.
W związku z tym kraje regionu wyrażają zaniepokojenie śmiercią setek, a może tysięcy demonstrantów, lecz nie zrobią niczego, aby im otwarcie pomóc, zwłaszcza że ingerencja zewnętrzna, zwłaszcza Izraela, zostałaby wykorzystana przez reżim do skonsolidowania władzy wokół walki z wrogiem zewnętrznym. Powoduje to, że najchętniej widzianym scenariuszem jest osłabienie reżimu ajatollahów, skłonienie go do ustępstw i powolne zmiany, nawet kosztem ignorowania cierpień i represji obywateli, zamiast gwałtownej rewolucji o trudnych do przewidzenia następstwach.
Dla Wirtualnej Polski Jarosław Kociszewski
Jarosław Kociszewski – reporter zajmujący się tematyką międzynarodową. Wieloletni korespondent na Bliskim Wschodzie. Prowadził audycje o tematyce międzynarodowej w Polskim Radiu. W przeszłości związany z “Rzeczpospolitą”, “Życiem Warszawy”. Politolog wykształcony na Uniwersytecie w Tel-Awiwie i Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie. Uwielbia jeździć i opowiadać o świecie, ze szczególnym naciskiem na Bliski Wschód i Afrykę. Współpracuje z Magazynem Wirtualnej Polski.