Jacek Ziober, kiedyś idol polskich kibiców, dziś zmaga się z problemami zdrowotnymi, które przypominają, jak wymagający i bezlitosny może być świat profesjonalnego sportu. Szybki jak wiatr na boisku, dla rywali niemal nieuchwytny, teraz stał się człowiekiem schorowanym. – Nie spodziewałem się, że zawodowy sport tak mocno odbije się na moim zdrowiu – przyznał w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.
Kariera Jacka Ziobera rozpoczęła się w Ekstraklasie, jeszcze przed jego siedemnastymi urodzinami. Debiutował w barwach ŁKS Łódź, klubu, w którym spędził osiem sezonów, zdobywając serca kibiców swoją techniką, rajdami i niezapomnianym dryblingiem. Już wtedy było widać, że ma talent wyjątkowy, który może wynieść go daleko poza granice Polski.

W 1990 roku Ziober podpisał kontrakt z francuskim Montpellier HSC. ŁKS sprzedał go za 1,82 miliona dolarów, a sam transfer odbył się w nietypowy sposób. – Działacze, z prezesem na czele, przylecieli na Okęcie prywatnym odrzutowcem. Od razu zabrali mnie do samolotu – wspominał Jacek w rozmowie podczas Euro 2016. We Francji szybko stał się gwiazdą, a jego kolegą klubowym był Laurent Blanc, późniejszy mistrz świata i Europy oraz filar reprezentacji Francji. – Tutaj poznałem, co to jest piłka nożna, sport i zawód. Wyjechałem z naszej zapyziałej komuny, gdzie system szkolenia nie istniał – opowiadał. Montpellier okazało się dla niego szkołą życia i miejscem, w którym sport profesjonalny miał swoją pełną moc.
W 1993 roku przeniósł się do Osasuny w Hiszpanii, decyzji której później żałował. Po krótkim powrocie do Polski, podczas którego zagrał w Amice Wronki, wyjechał do Stanów Zjednoczonych, ale kontuzje uniemożliwiły mu osiągnięcie tam sukcesu. W reprezentacji Polski zagrał 46 razy, zdobywając osiem goli. Po zakończeniu kariery piłkarskiej próbował swoich sił jako trener, w tym prowadząc reprezentację w piłce plażowej, a także udzielał się jako ekspert sportowy. Ostatnio jednak unika publicznych wystąpień, stając się coraz bardziej wycofaną postacią w mediach.
Dziś życie Jacka Ziobera wygląda zupełnie inaczej. W rozmowie z „Przeglądem Sportowym” przyznał, że jego zdrowie poważnie się pogorszyło. – Brak zębów rzuca się w oczy, zostały usunięte z powodu bakterii, które zaczęły atakować resztę organizmu – mówił. Choć wkrótce zostaną mu wszczepione nowe zęby, problemy nie kończą się na tym. Ziober zmaga się ze skokami amoniaku we krwi, które mogą powodować senność, drżenie mięśni czy dezorientację. Ma także poważne trudności w poruszaniu się, wyraźnie utyka i sam siebie określa jako człowieka schorowanego.
– Nie będę tego ukrywał. Jeszcze te nogi bolą. Ktoś doradzał mi wstawienie endoprotez biodrowych, ale ja jestem uparty. Jak się chce gdzieś dojść, to się dojdzie. Trzeba być twardym, nie miękkim. Jedyny powód, dla którego cierpię, to fakt, że nie spodziewałem się, iż zawodowy sport tak mocno odbije się na moim zdrowiu – podkreślił w wywiadzie.
Poza problemami zdrowotnymi, życie osobiste Ziobera również nie było łatwe. Po rozstaniu z żoną i kłopotach finansowych jego dom na Nowym Złotnie został zlicytowany za 680 tys. zł. Dziennikarz „Przeglądu Sportowego” określił go jako „zapomnianą postać”. – Nigdzie nie pracuje, nigdzie się nie udziela – napisał Jarosław Koliński, podkreślając, że dawny idol polskich stadionów niemal zniknął z życia publicznego.
Historia Jacka Ziobera jest przykładem tego, jak wymagający, a czasem okrutny, potrafi być świat profesjonalnego sportu. Talent i szybkość, które kiedyś czyniły go bohaterem na boisku, dziś są tylko wspomnieniem, a ciało i zdrowie pokazują cenę lat spędzonych w najwyższej formie fizycznej presji. Jego historia przypomina o kruchości ludzkiego zdrowia, niezależnie od talentu, chwały czy zasług. Dawny błysk w oczach, który podziwiali kibice w Łodzi czy Montpellier, ustąpił miejsca refleksji nad tym, jak sport i życie osobiste splatają się ze sobą w nieprzewidywalny, często bolesny sposób.
Ziober wciąż jest symbolem złotych czasów polskiej piłki lat 80. i 90., człowiekiem, który pokazał światu, czym jest determinacja i talent, ale też przypomina, że każdy sukces ma swoją cenę, a zdrowie nie jest dane raz na zawsze. Jego historia wciąż porusza, budzi współczucie i skłania do refleksji nad tym, co naprawdę ważne w życiu zawodowego sportowca – zarówno na boisku, jak i poza nim.